| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi
RSS
wtorek, 06 czerwca 2017

https://www.youtube.com/watch?v=esFAe2BDwIc

Jezus powiedział do faryzeuszy: "Jeżeli mnie nie wierzycie, to czynom moim wierzcie". Jeżeli Jezus coś powiedział, to znaczy że On to mówi cały czas i nie tylko do faryzeuszy czy szerzej żydów, ale do każdego z nas.

To bardzo ważne zdanie z Ewangelii zawiera "dowód na istnienie drugiego". Tak dokładnie brzmi tytuł spektaklu w Teatrze Narodowym w Warszawie, w którym to spektaklu polemikę toczy Mrożek z Gombrowiczem i dochodzą do wniosku, że ewidentnym dowodem na istnienie drugiego człowieka jest... jego działalność. Choćby ta najprostsza jak wyprowadzenie psa na spacer czy wyrzucenie śmieci. Dwa tysiące lat temu powiedział to samo Jezus Chrystus. Dowodem na istnienie Boga jest Jego działanie. Wszystkie prawa fizyki, wszystkie prawa natury, każde żyjące stworzenie, każda dobra myśl, każde nawrócenie człowieka to skutek działalności Boga. Ruch, energię może przekazać tylko to, co samo żyje, ciało umarłe nie porusza się, ani nie działa. Bóg zatem jest Osobą żyjącą, w sposób niepowtarzalny sprawczą, inteligentną, piękną i dobrą. Zobaczcie, że zgodnie z Bożym zamysłem, wszystko na świecie do siebie pasuje i czemuś służy. O ile zatem Boga, ale też po prostu drugiego człowieka, możemy poznać po działaniu i stwierdzić jaki on jest, o tyle to jak blisko człowiek jest Pana Boga możemy powiedzieć po tym, jak bardzo "smakują" mu Boże przykazania. Dla człowieka, który jest blisko Boga (przebywa stale w Jego Obecności), Boże przykazania nie tylko nie są ciężarem, ale są wręcz czymś oczywistym i naturalnym. Są duchową rozkoszą! Co innego z człowiekiem, który jest daleko. Ten widzi Boże przykazania jako coś, co ogranicza jego grzeszną naturę, jako coś sztucznego, niedopasowanego do niego. To trochę tak - przepraszam za porównanie - jakby garbatemu kazać stać przy ścianie, a on miałby pretensję, że ściana jest krzywa. Tyle, że ten garb grzeszności fundujemy sobie sami. Weszłam kiedyś do kiosku i  mało mi nos nie spadł na podłogę. - Jak pani może siedzieć w takim... fetorze? - zapytałam stojącą za ladą dziewczynę.- To wszystko przez śmietnik obok, którego niestety nie opróżnili. Ale ja już nie czuję tego zapachu. Przyzwyczaiłam się - odpowiedziała smutno kioskarka.

Otóż człowiek, który stoi daleko od Pana Boga, przyzwyczaił się do fetoru swoich grzechów i wcale go nie czuje! Dlatego sądzi, że wszystko jest w porządku, a jeżeli nawet ma jakieś wątpliwości - bo na przykład ktoś mu zwrócił uwagę - to często szybko je racjonalizuje i czym prędzej tłumaczy się przed sobą. Wygodnie mu z jego grzechnością, bo dzięki niej pozornie nic nie musi zmieniać.

Grzech zwykle chodzi w towarzystwie przyjemności, wygodnictwa i egoizmu. Inaczej nikt by się na niego nie nabrał! Na początku przyjemny czy po prostu wygodny zawsze gorzkie, trujące, zepsute wydaje owoce. A miłość? Wszak Bóg jest miłością, ta kosztuje, ale życie z nią jest naprawdę bezcenne!

Czy smakują się Boże przykazania? 

22:56, teologia3
Link Komentarze (1) »