| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi
RSS
czwartek, 19 listopada 2009

Pan Bóg nie żąda od nas rzeczy trudnych, ale dobrych. Jednak nie rezygnuje z tego dobra dla nas nawet wtedy, gdy trudno nam je osiągnąć.  

por. F. Krenzer: "Taka jest nasza wiara". Wyd.dialogue/ znaki czasu, 1981 s. 265

11:21, teologia3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Zrobiłam pewną korektę do notki o cierpieniu. Dziś w Kościele czytamy Ewangelię o niewidomym spod Jerycha. Mnie przy tej okazji przypomniała się historia sprawiedliwego Tobiasza, który nieoczekiwanie oślepł, a u św. Jana (w rozdziale 9) przeczytamy także o innym niewidomym, od urodzenia, którego Jezus uzdrowił, z pewnym zastanawiającym komentarzem. Mówiąc krótko... warto chodzić na Eucharystię :) Przeczytajcie notkę o cierpieniu jeszcze raz.  

Popatrzmy jeszcze na fragment Ewangelii św. Jana, w tłumaczeniu które chyba jest dla nas bardziej zrozumiałe, a które zapożyczyłam od jednej ze stron internetowych :

"Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie „Rabbi, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?” Jezus odpowiedział, „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz niech w nim objawi się dzieło Boga. Musimy wykonywać dzieła Tego, który mnie posłał, póki jest dzień; nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać”.

Takie postawienie sprawy mówi jasno: bez względu na to co jest przyczyną naszego cierpienia, to Bóg uzdrawia. I tego się właśnie trzymajmy!

21:44, teologia3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2009

6. Z cierpieniem związana jest jeszcze jedna bardzo istotna sprawa. NAGRODA. Gdy popatrzymy na trzy cierpienia: żebraka Łazarza, który siedział pod domem bogacza i nie doświadczył od niego żadnego miłosierdzia; Hioba, który stracił zdrowie, część rodziny i dobytku; oraz cierpienie na krzyżu Jezusa z Nazaretu, to w każdym z tych trzech przypadków przewija się motyw nagrody. Po prostu wynagrodzenia za doznane udręki, jeszcze tu na ziemi, jak w przypadku Hioba, ale także w życiu wiecznym jak u Jezusa i Łazarza. Zauważcie, że żadna z tych trzech postaci pomimo "piekła na ziemi" nie szemrała przeciwko Bogu. Powiem więcej. Każda z nich była "kołem ratunkowym" do nawrócenia najbliższego otoczenia. Rozwinę ten wątek przy innej okazji.

Podsumowanie: cierpienie jest złem, które może wydawać dobre owoce, ale wtedy gdy przyjmiemy właściwą postawę. Po pierwsze z cierpieniem trzeba walczyć i to walczyć do końca, jak biblijna kobieta kanenejska o swoją chorą córkę. O tym jak walczyć pokazuje zamieszczona w moim blogu tabela. Po drugie cierpienie trzeba przyjąć. Szczególnie wtedy gdy pomimo wszystko walka okazuje się być daremną, bezskuteczną, gdy tak naprawdę nie możemy już zrobić nic. Przyjęcie cierpienia oznacza taką postawę, w której nie złorzeczymy Bogu, sobie i całemu światu z powodu tego co nas spotkało. Nie tyle istotne jest to co nas spotyka, ile to co z tym zrobimy. Każdą, nawet najtrudniejszą sytuację, możemy obrócić w coś dobrego lub w coś złego. O tym, że cierpienie nie jest zgodne z wolą Bożą, niech świadczy fakt, że Jezus przeszedł przez świat dobrze czyniąc - nauczając i lecząc wszystkie nasze choroby! Ba, nawet wskrzeszając zmarłych. Owszem nie wszystkich uzdrowił. Nie uzdrowił jak wskazuje Biblia tych, którym brakowało wiary. Jeżeli za wiarę przyjmiemy decyzję, o zwróceniu swojego życia w kierunku w Boga, to trudno się dziwić, że Jezus nie wszędzie czynił cuda. Lepiej jest bowiem chromym i ślepym wejść do Królestwa Niebieskiego, niż w pełni zdrowia iść wprost na potępienie. Jeszcze raz podkreślam. Nie wiemy z jakiego powodu ktoś cierpi. W jakim stopniu jest to cierpienie zawionione, a w jakim nie. Patrząc z boku pewnych rzeczy możemy się tylko domyślać. Możemy przyjąć natomiast, że niezawione cierpienie może być częścią odkupieńczej męki samego Chrystusa, a skoro tak, to w przyszłosci częścią Jego chwały. Żadne rozważania natomiast nie wyczerpią tajemnicy cierpienia. Jak powiedział św. Paweł w jednym ze swoich listów, my tu na ziemi po części tylko widzimy i po części prorokujemy. Reszty dowiemy się w wieczności ufając, że Bóg nas prowadzi najlepszymi ze swoich ścieżek miłości.

19:38, teologia3
Link Dodaj komentarz »

Temat jest trudny, ale trzeba go znać. Trudny bo nieprzyjemny i trudny bo tajemniczy. Zaglądamy trochę za kurtynę śmierci. Postaram się powiedzieć krótko i do rzeczy:

1. Przeczytałam kiedyś, że "szczęście pochodzi z Nieba, ale przyczyną nieszczęścia jest człowiek". I  w tym momencie mogłabym skończyć wszelkie rozważania o cierpieniu. Wiecie już to co najważniejsze. Reszta jest dodatkiem. Przyczyną naszego cierpienia jest przede wszystkim grzech. Grzech czyli źle wykorzystana wola ludzka. Zarówno ta na samym początku czyli grzech pierworodny, jak i nasz grzech indywidualny czyli ten grzech, który jest naszym udziałem. O grzechu szczegółowo powiem w innym opracowaniu, bo on na to zasługuje. Grzech pierworodny przyniósł nam trud, cierpienie, choroby, śmierć. Osłabił ludzką naturę i zburzył istniejący do tej pory porządek w przyrodzie, jak również w całym wszechświecie ponieważ nasza planeta nie jest samotną, niezależną wyspą. Kiedyś pewnien człowiek w autobusie wykrzykiwał gromko: "Jak Bóg mógł stworzyć taki świat, w którym lew pożera anytylopę?". Nie stworzył. "Zrobiło się". Pamiętacie ten fragment Księgi Rodzaju, w którym Bóg przed wyganiem z raju "sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich" (Rdz 3,21). Czy nie była to zapowiedź zmian klimatycznych?  Z kolei popatrzmy na biblijną historię Tobiasza. Przypomnę, że Tobiasz - człowiek sprawiedliwy, w sposób niezawiniony (lub nie całkiem zawiniony) doznał ślepoty. Cała historia kończy się jednak szczęśliwie. Tobiasz nie tylko odzyskał wzrok, ale powiększył również swoją rodzinę o synową. Czy Pan Bóg, nie chce nam przez to powiedzieć, że pragnie dla nas więcej niż my sami? Że prowadzi nas takimi drogami, którymi bez cierpienia, nigdy byśmy nie poszli?    

2. Bóg nie jest twórcą cierpienia. Przeciwnie. On nas z niego leczy! Czy Bóg nas karze? My sami siebie karzemy grzesząc. Każdy grzech jest w pewien naturalny sposób powiązany z karą. Inaczej nie byłoby sprawiedliwości. W podobny sposób działa przecież sądownictwo. Na przykład za zabójstwo w naszym kraju grozi dwadzieścia pięć lat kary więzienia. Przyznanie się do winy, łagodzi karę ale nie zawsze ją całkiem znosi!  

3. Bóg przede wszystkim dlatego dopuszcza cierpienie, że  dopuszcza naszą wolną wolę. Bardzo nas wywyższył w ten sposób. Nie chce zmieniać ani nas, ani tego świata wbrew nam. Tak tylko może postępować MIŁOŚĆ. Postępować niezgodnie z wolą Bożą oznacza tyle co błądzić, a ten kto błądzi naraża siebie i innych (!) na skutki swojego błądzenia. Każdy grzech, choćby popełniony w największym ukryciu, zawsze wywołuje negatywne skutki w społeczeństwie. Grzech jest jak  śniegowa kula, która tak długo będzie się toczyć, aż jej ktoś na sobie nie zatrzyma. Czyli po prostu nie odpowie złem na zło. Popatrzmy jak mistrzowsko zrobił to Jezus na krzyżu! Również każde, choćby najmniejsze dobro, odbija się pozytywnym działaniem na innych.

4. Czemu może służyć cierpienie? Oczyszczeniu, uzdrowieniu, nawróceniu, odkupieniu, zasługiwaniu na nagrodę i zmianie na lepsze.  Cierpienie to bardzo czytelny sygnał, że coś jest chore. W sensie dosłownym (np. ból zęba), ale też psychicznym i duchowym. Bardzo często na przykład choroba jednej osoby, powoduje nawrócenie całej rodziny. Cierpienie jest zatem nośnikiem pewnej informacji. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza, że część kar czyśćcowych, odbywamy tu na ziemi. A zatem mamy też cierpienie jako zadośćuczynienie. Cierpienie rozszerza nasze horyzonty myślenia. Bardziej uwrażliwia na innych. Pobudza do dobrych uczynków. Wydobywa z nas miłość i wyciąga z klatki własnego egoizmu. Sprawia, że dojrzewamy. Ostatecznie do tego, by kiedyś powiedzieć Bogu "TAK" i umieć się z Nim zjednoczyć. Oczywiście bywa i tak, że ktoś się zamyka we własnym cierpieniu, obrażony na Boga i na cały świat. Po prostu niewiele z tego wszystkiego rozumie!  

5. Dlaczego cierpią niewinne dzieci? Dlaczego w ogóle tego, a nie tamtego dotyka cierpienie? Tego jakże często nie wiemy i to jest prawidłowa odpowiedź! Dlaczego? Dlatego, że  prawdziwy sens konkretnego cierpienia, będzie dla nas czytelny dopiero w wieczności. Cierpienie byłoby często nielogiczne, niesprawiedliwe i bezsensowe, gdybyśmy ograniczyli nasze życie, wyłącznie do jego doczesnego wymiaru. I Apostołowie i uczniowie z Emaus dali piękny tego przykład. Śmierć Jezusa na krzyżu trąciła goryczą, bezsensem i rozczarowaniem, dopóki naocznie nie przekonali się o Jego zmartwychwstaniu. św. siostra Faustyna powiedziała: "Teraz rozumiem, że wiele rzeczy wykaże dopiero wieczność, ale rozumiem i to, że Bóg jeżeli żąda ofiary, to nie skąpi swojej łaski, ale daje ją duszy w obfitości" (Dz. 1341).

11:42, teologia3
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 listopada 2009

Gdy nas boli ząb, idziemy do dentysty. Gdy nam cieknie kran, wzywamy hydraulika. Ale jeśli chodzi o religię i moralność, to z reguły wszyscy wiemy wszystko najlepiej. Choćby zebrało się dwudziestu i rozmawiało na jeden temat i każdy z nich miał inne zdanie, to i tak każdy z nich wiedziałby "najlepiej". Drodzy Państwo... Nasze życie składa się dwóch, ale bardzo odmiennych połówek. Tego życia tu, i tamtego życia TAM. Z tymi połówkami jest zupełnie tak jak w małżeństwie. Patrząc na jedną, nie mamy bladego pojęcia, jak dokładnie wygląda druga. A razem przecież tworzą całość. Ten kto nie chce poznawać teologii, nie chce zajmować się Bogiem i wszelkie religijne sprawy są mu kompletnie obojętne, choć często zna się na nich "najlepiej"... zachowuje się trochę tak, jak hinduska narzeczona, która dopiero na ślubie poznaje swojego małżonka. Jak powiedział kiedyś jeden z dziennikarzy radiowych "był niewierzący, był niewierzący, zmarł i stał się wierzący". Szkoda tylko, że tak późno.

08:47, teologia3
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009

Jak czytamy na kartach Ewangelii, my chrześcijanie, mamy być solą ziemi i światłem świata. Sól jest konserwantem. W sposób naturalny konserwuje mięso przed zepsuciem. Sprawia, że jest ono jadalne przez znacznie dłuższy czas. Otóż chrześcijanie mają być tym konserwującym, czy też lepiej powiedzieć, konserwatywnym elementem społeczeństwa, które chroni je przed zepsuciem i jak światło rozprasza odmęty tego świata. Ale jeżeli sól się zepsuje to czymże ją posolić? - czytamy dalej w Biblii. Otóż to! Co by się stało gdyby nasze chrześcijaństwo poddało się różnym trendom i uległo zepsuciu? Pytanie ku przestrodze. Niestety nie tylko akademicko - teoretyczne.

19:59, teologia3
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2009

Już słyszę głosy niektórych "racjonalistów", do mojego wczorajszego komentarza, że te cuda to może jakieś nieprawdziwe, że to takie placebo z tą modlitwą o uzdrowienie i tym podobne dyrdymały. GDYBY, (podkreślam słowo "gdyby") te opinie były prawdziwe; gdyby było prawdziwe to, że nasza determinacja do walki z chorobą sama powoduje uzdrowienie, to przecież nikt na świecie by nie chorował! Owszem, może jakaś grupa szaleńców, ale tych w tym momencie zostawmy na marginesie. Wspomniana determinacja niewątpliwie pomaga, ale jeszcze nie załatwia wszystkiego. Powiedz komuś, kto doznał uzdrowienia, gdy medycyna bezradnie rozkładała ręcę, że modlitewna prośba do Boga, to takie placebo. Dobrze jeżeli ten ktoś, zbędzie Cię łagodnym uśmiechem... Ale Bóg w swojej hojności jest jeszcze większy. Zdarza się, że uzdrawia nie dlatego, że ktoś tego uzdrowienia pragnie i o nie prosi, ale dlatego że ktoś inny za tą osobą modlitewnie się wstawia. Osobiście znam taki przypadek, gdy ktoś na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, przyszedł z założonymi rękoma, tylko dlatego że miał akurat trochę wolnego czasu i patrzył na odprawianą liturgię bardziej jak na dziwowisko. Czy tego chciał czy nie, właśnie po tej Mszy, zginęła u niego pewna postępująca dolegliwość, z którą nie radziła sobie kolejna już litania lekarzy! Dziś ta osoba pięknie kroczy ścieżkami wiary.

Kryteria cudu wg nauczania Kościoła są bardzo radykalne. Oto najważnie z nich:

- pacjent musi być w stanie ciężkim bądź trudnym do uleczenia,

- medycyna jest bezradna; wszystkie dotychczasowe środki zawiodły,

- uzdrowienie jest nagłe,

- uzdrowienie jest trwałe; nie ma remisji choroby,

- z punktu widzenia medycyny, uzdrowienie jest niewytłumaczalne.  

Przez tak surowe kryteria oceny przeszło pozytywnie na przykład ponad 60 tys. cudów w Lourdes. Można by rzec światowej stolicy cudów. Oczywiście każda Msza św. jest uzdrawiająca. Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wyróżnia się wyłącznie (choć i to nie zawsze) większą spontanicznością oraz większym stężeniem wiary. Następnym razem napiszę o tym skąd się bierze i jaki jest sens cierpienia...

10:07, teologia3
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009

Krótki komentarz do poprzedniego wpisu. Tabela, którą widzicie, jest kompletnym zestawem wszystkich pożądanych środków służących uzdrowieniu: ciała, duszy i psychiki. Została sporządzona przez nieżyjącego już kapłana O. Billa, który doznał cudownego uzdrowienia i świadczył o nim podczas niezliczonych rekolekcji, organizowanych na całym świecie (w tym także w Polsce). WSZYSTKO CO NAPRAWDĘ SŁUŻY TWOJEMU UZDROWIENIU TO MEDYCYNA MODLITEWNA I SAKRAMENTALNA (SZCZEGÓLNIE SPOWIEDŹ CZYLI SAKRAMENT POKUTY I EUCHARYSTIA) ORAZ MEDYCYNA KONWENCJONALNA. Żadni znachorzy, bioenergoterapeuci, kręgarze i tym podobni "uzdrawiacze"! NIE MA TAKIEJ CHOROBY Z KTÓREJ JEZUS NIE MÓGŁBY CIĘ WYLECZYĆ. I może to zrobić zupełnie bezpośrednio, albo rękami lekarzy.

Na Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie słyszałam już świadectwa uzdrowień ludzi nieuleczalnie - z punktu widzenia nauki - chorych na raka, bardzo wielu niepłodnych par, niepojętych z punktu widzenia rozumu nawróceń... 4 listopada br. w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie, takie świadectwo uzdrowienia złożył na przykład bardzo chory na kręgosłup, młody mężczyzna. Ból był tak dotkliwy, że w nocy miał trudności ze snem, a w dzień często chodził zgięty. Oprócz łaski uzdrowienia dostał jeszcze jedną. Podczas czytania Pisma Świętego nagle zrozumiał, że historia jego życia zawiera wiele, nieujawnionych do tej pory grzechów. Jak grzech przekłada się na zdrowie fizyczne? Bardzo konkretnie. Ot na przykład tak: jeżeli kłamiesz, to żyjesz w stresie, stres osłabia układ odpornościowy, a osłabiony układ odpornościowy to znakomite podłoże i zasadnicza przyczyna rozwoju wielu chorób onkologicznych. NIE BEZ POWODU SAKRAMENT SPOWIEDZI NAZYWANY JEST SAKRAMENTEM UZDROWIENIA. Czym się różni posługujący darem uzdrawiania charyzmatyk od tzw. uzdrawiacza. Przede wszystkim tym, że (ten pierwszy) robi to w Kościele (posługa jest przez Kościół rozpoznana), często przed Najświętszym Sakramentem i robi to ZA DARMO. Bo jak czytamy w Biblii: darmo dostaliście, darmo dawajcie.  Oczywiście to nie on ale Jezus uzdrawia i chcę to bardzo konkretnie podkreślić! Chodzenie do przeróżnych uzdrawiaczy skutkuje natomiast rozmaitymi zagrożeniami duchowymi i fizycznymi, i temu poświęcona jest strona www.newage.info.pl    

21:26, teologia3
Link Dodaj komentarz »

TERAPIA CAŁEJ OSOBY – DOKONYWANA PRZEZ JEZUSA ZBAWICIELA 1 Tes 5,23

CHOROBA

PRZYCZYNA

MEDYCYNA MODLITEWNA

MEDYCYNA SAKRAMENTALNA

MEDYCYNA KONWENCJONALNA

DUSZA

GRZECH

POKUTA

SPOWIEDŹ, PRZEBACZENIE – POJEDNANIE J 20, 22 – 23

NIE

PSYCHIKA

ZABURZENIA O PODŁOŻU EMOCJONALNYM NA POZIOMIE UMYSŁU, SERCA, INTELEKTU I PSYCHIKI

UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE

 

UZDROWIENIE WSPOMNIEŃ

SPOWIEDŹ I KOMUNIA ŚWIĘTA

PORADNICTWO

CIAŁO

W 87% PRZYCZYNĄ CHOROBY JEST GRZECH I JEGO SKUTKI (ZABURZENIA UMYSŁOWE NA PODŁOŻU EMOCJONALNYM)

W 13% PRZYCZYNĄ CHORÓB SĄ WYPADKI, MIKROBY, WIRUSY I BAKTERIE

UZDROWIENIE WIARY

Mk 16, 17 – 18

NAMASZCZENIE (NIE JAKO OSTATNIE NAMASZCZENIE  LECZ JAKO SAKRAMENT CHORYCH), Mk 6, 12-13

Jk 5, 14-15

WŁAŚCIWE DLA CHOROBY LEKARSTWA

WSZYSTKIE TRZY SFERY

Łk 11,14/ Mk 3,14-15

DIABEŁ

1P 5,8 Łk 13, 10-17

MODLITWA O UWOLNIENIE

EGZORCYZM I POST

NIE

 

20:32, teologia3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009

Czym się różni chrześcijaństwo od ateizmu? Przede wszystkim spojrzeniem na ten świat z zupełnie innego punktu widzenia. To chrześcijaństwo potrafi pokazać sens pozornie najbardziej bezsensownego cierpienia.  Bądź określić cel życia każdego, choćby po uszy sparaliżowanego człowieka. Wybierać pozornie nieopłacalne jak czystość i uczciwość, by tak naprawdę cieszyć się tym większą radością życia. O tych i innych cudach chrześcijaństwa - już wkrótce.  

21:45, teologia3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009

Do modlitwy o cud, załączony był taki oto komentarz, który też chyba jestem winna: "Odmawiaj tę modlitwę z wiarą, bez względu na to jak się czujesz. Kiedy dojdziesz do takiego stanu, że będziesz szczerze pojmował każde słowo całym swoim sercem, doznasz duchowej łaski. Doświadczysz obecności Jezusa i On odmieni twoje życie w bardzo szczególny sposób. Przekonasz się" - Peter Mary Rookey OSM

Ponadto POLECAM:

modlitwę wstawienniczą. Dla tych wszystkich, którzy mieszkają w Warszawie i okolicach - w drugi i czwarty piątek miesiąca od godz. 18.00, sanktuarium św. Andrzeja Boboli, ul. Rakowiecka 61. Sala Betlejem.  

Modlitwa wstawiennicza jest modlitewnym wstawiennictwem osób trzecich w naszych, konkretnych trudnościach i problemach. Czasem po prostu takich, że nie wiemy co dalej ze sobą w życiu robić. To może być także prośba o łaskę wiary, łaskę uzdrowienia fizycznego, rozwiązania trudnej sytuacji... WARTO!

Wszystkim, i tym z Warszawy i tym poza nią, gdziekolwiek tylko się znajdują, polecam szczególnie świadectwo Alana Ames'a na www.skarbykosciola.pl. Alan Ames - były członek przestępczego gangu, dziś wszędzie świadczy o miłości Chrystusa! Posłuchajcie! Na tej stronie znajdziesz też wiele innych ciekawych informacji!

10:07, teologia3
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 listopada 2009

Dla wszystkich chorych (szczególnie chorych onkologicznie), ale nie tylko. Modlitwa uzdrowienia, modlitwa nawrócenia, modlitwa o cud od jednego z zakonów:

 

"Panie Jezu, staje przed Tobą taki jaki jestem.

Przepraszam za moje grzechy, żałuję za nie

proszę przebacz mi.

W Twoje imię przebaczam wszystkim

cokolwiek uczynili przeciwko mnie.

Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł.

Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki.

Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię

jako mojego Pana, Boga i Odkupiciela.

Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij

na ciele, duszy i umyśle.

Przybądź Panie Jezu,

osłoń mnie, Najdroższą Krwią Twoją

i napełnij Swoim Duchem Świętym.

Kocham Ciebie Panie Jezu. Dzięki Ci składam.

Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu. Amen.

Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju.

Święty Peregrynie Patronie chorych na raka.

Wszyscy Aniołowie i Święci,

proszę przyjdźcie mi ku pomocy. Amen."

 

20:44, teologia3
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2009

Nie ma. Powtórzę to jeszcze raz. NIE MA takiej słabości, wady, uzależnienia, nałogu, grzechu, których Bóg w Tobie nie mógłby pokonać. Bo On je wszystkie już dawno pokonał. Jakieś dwa tysiące lat temu, na krzyżu. Bardzo konkretnie. Właśnie te Twoje słabości, lekkie i ciężkie grzechy. Zrobił to akonto, nie pytając Cię o zgodę, ale dziś dzięki temu, w każdej chwili może spieszyć Ci z pomocą. TYLKO MIŁOŚĆ WSZYSTKO CZYNI DOBRZE - jak słusznie głosi napis w kruchcie jednego z warszawskich kościołów.

Czasami tak się zdarza, że zadzieramy wysoko głowę, widzimy gdzieś w górze poprzeczkę Bożego prawa i to, że nijak nie doskakujemy do niej. Ba! Wcale nawet nie chcemy doskakiwać! I pozornie nam z tym dobrze...  Cóż. Kwestia słabo ukształtowanego sumienia. Czasami mocniej poczujemy jego wyrzuty i wtedy najchętniej tłumaczymy, że z innych też są marni skoczkowie... Zapominając, że każdy z nas ma przecież odrębną księgę życiowych rekordów współpracy z Bożą łaską.

Jak zwalczyć słabość lub ciężki grzech? Przede wszystkim prosząc Boga o pomoc. Możesz też przyzywać wstawiennictwa świętych, bo z wielką radością poprą Twój "wniosek". Jak zwalczyć słabość lub ciężki grzech, gdy ani Ci się śni z nimi walczyć? Tym bardziej prosząc o pomoc i niekoniecznie w proszącej formie. Wystarczy: niech w tej sprawie będzie wola Twoja Panie. I bez względu na to, co tak naprawdę chcesz, a czego nie, co rozumiesz, a czego nie, co możesz, a czego nie potrafisz... - zawsze bądź w modlitwie szczery. A potem "bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi...", bo Ty jeden Boże prowadzisz mnie ZAWSZE po właściwych ścieżkach. Grzech w Biblii często porównywany jest do "dołu". Bóg niekoniecznie musi zmienić drogę Twojego życia. Wystarczy czasem, że wyrówna wszystkie niepotrzebne doły.

 

21:38, teologia3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009

Było już do tej pory trochę teorii, będzie jeszcze więcej, a tymczasem wszystkich wierzących i niedowierzających zapraszam na "zajęcia praktyczne".

"Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,

dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi" (Ps 46,9)

W każdą pierwszą środę miesiąca o 19.00 - Msza św. z modlitwą o uzdrowienie w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie, ul. Rakowiecka 61. Najbliższa taka Msza - 4 listopada br.

19:42, teologia3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 listopada 2009

Kościół poucza dzisiaj, że:

"w dniach od 1 do 8 listopada można uzyskać odpust zupełny i ofiarować go za dusze w czyśćcu cierpiące, spełniając następujące warunki:
• stan łaski uświęcającej i komunia święta
• modlitwa w intencjach Ojca św.
• wyzbycie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego
• nawiedzenie kościoła, kaplicy lub cmentarza oraz odmówienie Ojcze nasz i Wierze w Boga" (parafia św. Krzyża w Warszawie).

O tym czym jest odpust, jak z niego korzystać, czemu i komu on służy przeczytacie w poniższym opracowaniu:

http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/odpust2.html

10:24, teologia3
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 października 2009

Króciutko o nadchodzących świętach.

Kim są święci? Święci to ludzie już zbawieni. Zarówno ci, którzy zostali przez Kościół wyniesieni na ołtarze jak również ci, którzy zakończyli po prostu swoje ziemskie pielgrzymowanie i mogą już doświadczyć Obecności Boga w Niebie. ALE! Świętym można nazwać również kogoś, kto żyje (!) w łasce uświęcającej, czyli bez grzechu ciężkiego. Mówiąc innymi słowy, jest to ktoś, kto jest w takiej przyjaźni z Panem Bogiem, że w każdej chwili gotowy jest do przyjęcia Komunii świętej. Oczywiście 1 listopada obchodzimy Święto Wszystkich (zmarłych) Świętych. 2 listopada przypada natomiast Dzień Zaduszny - tzw. Zaduszki. Kościół modli się wtedy za dusze ludzi zmarłych. Zmarli to pojęcie szersze niż święci. Mamy głęboką nadzieję, że jeżeli ktoś zmarł to prędzej czy później będzie świętym czyli zbawionym jednak w większości przypadków  ta droga do wiecznego szczęścia wiedzie poprzez czyściec. Dusze w czyśćcu natomiast bardzo potrzebują naszego wstawiennictwa (modlitwy, Eucharystii, ofiarowanych odpustów...) i my w listopadzie pamiętamy o nich w sposób szczególny. Nikt z nas nie jest w stanie autorytatywnie stwierdzić, czy X jeszcze przechodzi męki czyśćcowe, czy może jest już zbawiony, z wyjątkiem takiej sytuacji, w której Kościół ogłasza X świętym. Stąd też ściśle określone procedury beatyfikacji, a potem kanonizacji.  Zapalone znicze, które stawiamy na grobach symbolizują światłość Bożej Obecności, której doświadczają ludzie zbawieni jak również pragnienie, aby dusze ludzi zmarłych doszły do poznania takiej światłości. Światło jest tu symbolem życia, szczęścia i nadziei.

Halloween - wywodzi się bezpośrednio z celtyckich praktyk pogańskich, trywializuje wymiar śmierci i deprecjonuje przez to uroczysty charakter chrześcijańskich świąt. Halloween trąci spirytyzmem, okultyzmem, magią i czarami. Irlandzcy emigranci zaszczepili go na gruncie amerykańskim, tam wchłonęła go kultura pop, a z Ameryki zwyczaj przywędrował do nas. W Halloween w Nowym Jorku urządzane są parady par homoseksualnych. Halloween w sposób mniej lub bardziej otwarty kwestionuje wartości chrześcijańskie i tym samym nie przekazuje pożądanych, pozytywnych treści.

22:12, teologia3
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 października 2009

O święcie Wszystkich Świętych i o tym co z halloween jest nie "halo".

20:30, teologia3
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 października 2009

Bardzo się cieszę, że czytacie mój blog. Szczególnie serdecznie pozdrawiam pewnego "niedowiarka" i obiecuję odnieść się do Jego komentarza już w niedługim czasie. A teraz kilka słów adresowanych przede wszystkim do osób poszukujących w wierze i wątpiących. Polecam nie tylko swoje ostatnie wpisy, ale również te których dokonałam na przykład na samym początku. Dość systematycznie jak widzicie, dokładam do mojego blogu, kolejne jego elementy, po to aby z czasem układały się w coraz bardziej wyrazistą i zawsze logiczną całość.

Jeden z moich pierwszych wpisów mówił na przykład o tym, że podłoże ateizmu jest dwuwarstwowe. Po pierwsze ignorancja. Najczęściej kończymy swoją edukację religijną wraz z przyjęciem sakramentu bierzmowania i później nie robimy w tym kierunku zupełnie nic. Po latach najbardziej pamiętamy to, jak w podstawówce wklejaliśmy do zeszytu obrazki z Bozią. To jest zresztą również mój przypadek, stąd chęć w późniejszym czasie poważnego spojrzenia na wiarę poprzez studia teologiczne. Po drugie, znacznie może nawet istotniejszym źródłem niedowiarstwa, jest brak wolnej woli do przyjęcia prawdy, obciążone grzechami sumienie i brak Ducha Świętego.  O co tak naprawdę chodzi w chrześcijaństwie? O jedną rzecz. NAWRÓCENIE. Dlaczego? Dlatego, że tylko nawrócenie, czyli decyzja o zwróceniu swojego życia w kierunku Boga i szczere wyznanie grzechów, otwierają drogę do odpuszczenia tych grzechów, a przez to do zbawienia. Nawrócenie jest cudem! I to największym cudem uzdrowienia jakiego możemy doznać! A cudów dokonuje tylko Pan Bóg i nikt inny. Jak napisała Alessandra di Rudini Carlotti, przed pomnikiem ślepca, który kazała postawić w Lourdes "odzyskać wiarę, znaczy więcej niż odzyskać wzrok!". To prawda. Ktoś jednak może nawracać się latami, gdy innemu wystarczy dosłownie kilka minut, aby odczuł Bożą Obecność. Andre Frossard wszedł kiedyś do kościoła jako zajadły ateusz. Wyszedł śpiewając Bogu chwałę, by później napisać swoje epokowe dzieło "Bóg istnieje. Spotkałem Go" jako zadośćuczynienie za wszystkie popełnione wcześniej paszkwile. Znam też nie mniej zdumiewające przykłady, z bliskiego otoczenia. Po co to wszystko mówię?

Nawrócenie kogoś, jako dokonanie cudu, nie leży bezpośrednio w moich kompetencjach. Ale, "walka" z ignorancją, przynajmniej w pewnym, podstawowym zakresie -  tak.

Wiecie dlaczego faryzeusze nie uwierzyli Jezusowi? Co było tym najważniejszym powodem? On mówił: jestem Synem Bożym. A oni: bluźnisz. On: jeżeli Mi nie wierzycie, to czynom moim wierzcie. A oni: mocą szatańską to czynisz.  Dlaczego szli w zaparte? Dlatego, że nie mieli w sobie Ducha Świętego, czyli Kogoś kto by ich od wewnątrz przekonał, gdzieś głębko w sumieniu, że naprawdę stoją przed swoim Panem i Królem. To się w teologii nazywa "pewność wiary".

O tym co zrobić, aby mieć w sobie stale Ducha Świętego, opowiem Wam innym razem. Aha! I zachęcam do lektury "moich" - wskazanych w tym blogu książek . WARTO! 

20:45, teologia3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 października 2009

Wyobraź sobie, że ktoś Cię zaprasza na wspaniałe przyjęcie, a Ty... No właśnie. Zajmujesz miejsce gdzieś z boku, nie odzywasz się gdy ktoś do Ciebie mówi, nie śpiewasz gdy inni śpiewają, nic nie pijesz i nic nie jesz. Czy gospodarz tego domu, nie przyjdzie z czasem do Ciebie i nie zapyta ze szczerą troską, czy coś Ci przypadkiem nie dolega?

Eucharystia. Wspaniała uczta dziękczynna. W starożytnej Palestynie ludzie na przebłaganie grzechów składali Bogu w ofierze zwierzęta. Odkąd Jezus Chrystus złożył za nas na krzyżu doskonałą ofiarę za grzechy, wystarczy po prostu przyjść na Mszę, która jest upamiętnieniem Jego śmierci krzyżowej. A zatem, Eucharystia jest  ofiarą składaną "przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem". Przychodzimy na Eucharystię zasiąść do stołu z Jezusem, tak jak Apostołowie podczas ostatniej Wieczerzy. I tak jak ludzie dwa tysiące lat temu, zbieramy się wokół Niego, aby posłuchać Bożych słów i doświadczyć uzdrowienia. Bierzmy we Mszy świętej czynny udział! Prośmy i dziękujmy! Bo Bóg w swojej hojnej miłości nigdy nie chce nas wypuścić z pustymi rękami!

20:54, teologia3
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 października 2009

Zdarza się, i to wcale nie tak rzadko, że zamiast prawdziwego obrazu Boga, nosimy w sercu Jego karykaturę. A karykatura, jak to karykatura. Trudno w niej się doszukać oryginalnego piękna. Raczej odstrasza niż przyciąga. Tam gdzie brakuje pełnej i prawdziwej informacji, tam szybko rusza wyobraźnia, choć niekoniecznie we właściwym kierunku. Powodów fałszywego obrazu Boga może być "tysiąc" i nie będę ich teraz wymieniać. Wszystkie możemy ostatecznie sprowadzić do jednego: nie szukamy Go zbyt wytrwale! A On jak mówi Pismo pragnie bardziej poznania niż ofiary całopalnej. Stawiajmy zatem pytania i nie dajmy się zbyć w sumieniu byle jakimi odpowiedziami. Bo to pomoże nam i innym dojrzewać w człowieczeństwie. Św. Franciszek napisał kiedyś taką modlitwę, która niewątpliwie może służyć jako tafla Bożego zwierciadła. Porównajcie ją z obrazem Boga, który jest Wam znany.

Modlitwa św. Franciszka z Asyżu. Uwielbienie Najwyższego.

Ty jesteś Święty Pan Bóg jedyny,

który czynisz cuda.

Ty jesteś wielki, Ty jesteś mocny, Ty jesteś wielki,

Ty jesteś najwyższy, Ty jesteś Królem wszechmogącym,

Ojcze święty, Królu nieba i ziemi.

Ty jesteś w Trójcy jedyny, Pan Bóg nad bogami.

Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro,

Pan Bóg żywy i prawdziwy.

Ty jesteś miłością, kochaniem; Ty jesteś mądrością.

Ty  jesteś pokorą, Ty jesteś cierpliwością.

Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością;

Ty jesteś bezpieczeństwem, Ty jesteś ukojeniem,

Ty jesteś radością, Ty jesteś nadzieją naszą i weselem,

Ty jesteś sprawiedliwością, Ty jesteś łagodnością,

Ty jesteś w pełni wszelkim bogactwem naszym.

Ty jesteś pięknością. Ty jesteś łaskawością,

Ty jesteś opiekunem, Ty jesteś stróżem i obrońcą naszym,

Ty jesteś mocą, Ty jesteś orzeźwieniem.

Ty jesteś nadzieją naszą, Ty jesteś wiarą naszą,

Ty jesteś miłością naszą, Ty jesteś całą słodyczą naszą, 

Ty jesteś wiecznym życiem naszym:

Wielkim i przedziwnym Panem,

Bogiem wszechmogącym, miłosiernym Zbawicielem.  

 

09:31, teologia3
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009

Zostańmy jeszcze przez chwilę przy osobie ks. Jerzego.

W ostatnim "Gościu Niedzielnym" z 18 bm. (kto nie ma, może zaglądać do wydania internetowego www.goscniedzielny.pl) padły słowa, na które chciałam zwrócić szczególną uwagę. Zawierają one bowiem całą istotę posługi kapłańskiej, czyli to czym powinna być zawsze służba kapłana i określają kierunek chrześcijańskiego życia, każdego z nas. Oto to szczęśliwe, czyli w języku teologicznym - błogosławione, świadectwo:

"Michał - teraz wikary na swojej pierwszej parafii pod Warszawą - zanim wstąpił do seminarium, przez kilka lat stał na dyżurach przy grobie ks. Jerzego. Tam zrodziła się myśl o kapłaństwie i stopniowo dojrzewała. Był już po studiach, pracował, lubił to robił, a kariera zapowiadała się znakomicie. Ale kiedyś pomyślał: "A co to wszystko jest warte w porównaniu z perspektywą zdobycia chociaż jednego człowieka dla Chrystusa, doprowadzenia choćby jednego człowieka do sakramentu pokuty?!".

Powiem więcej. Nawet gdyby cała posługa Kościoła, na całym świecie tak jak długi i szeroki, ze wszystkimi encyklikami papieskimi, chórami świętych w Niebie, wyprawami setek misjonarzy... sprowadziła się wyłącznie do nawrócenia jednego, jedynego człowieka - to i tak warto. Przede wszystkim dla niego samego. Wiecie, jakie może być najpopularniejsze powitanie, w tej przyszłej, niebiańskiej rzeczywistości? "Dobrze, że tu jesteś!". O najczęściej krążących mitach i karykaturalnych obrazach Nieba opowiem Wam w innym "odcinku". Teraz jeszcze na chwilę chcę powrócić do wspomnianej posługi kapłańskiej, która zawsze powinna mieć na celu połów ludzkich serc w Chrystusowe sieci. Im więcej ich tym lepiej. Korzeniem kryzysu w kapłaństwie jest zagubienie tego celu. Koncentracja na sobie, a nie na Chrystusie i drugim człowieku.

W Polsce, przeciętnie kilku księży diecezjalnych, posługuje w jednej parafii.  Widać nawet pewną  "nadobfitość" na przykład w archidiecezji warszawskiej. W zachodniej części Europy, w Ameryce Południowej i wielu innych zakątkach świata - jeden ksiądz pracuje w kilku parafiach. Bywa, że rozrzuconych od siebie w promieniu kilkuset kilometrów. "Kościele daj, a będzie Ci dane" - mówił w ostatnią niedzielę biskup diecezji tarnowskiej, wysyłającej za granicę co roku najwięcej księży - misjonarzy i cieszącej się od lat największą liczbą powołań. To nie musi być od razu afrykański busz. To może być wygłodniała duchowo Francja czy Holandia. Albo osłabiona w wierze Irlandia. Że nie wspomnę o laickich Czechach.

Oglądałam kiedyś w jednym z programów dokumentalnych Planete, historię pewnego człowieka z Chin, który zrobił rzecz niebywałą. Dla mnie osobiście jest to niekwestionowany kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla. Otóż, obserwując masową migrację biednej ludności ze wsi do miast, nasz bohater, pozbierał setki dzieci, pozostawione bez opieki, najczęściej na wielu placach budów (miejscach zatrudnienia ich rodziców); zaprosił je do starej, opuszczonej fabryki, zainwestował swoje skromne oszczędności,  "zatrudnił" emerytowanych, nauczycieli i przez większość dnia zorganizował tym dzieciom ... regularne, zajęcia lekcyjne. Nie wiem czy ten człowiek wie w ogóle kim jest Jezus Chrystus, ale wiem z pewnością że On przez niego działa. Wielu ludzi natomiast jest jak te chińskie, pozostawione sobie dzieciaki, ciągle oczekujące na przyjście swojego najlepszego Nauczyciela.

14:00, teologia3
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 października 2009

Ks. Marcin Bielicki znany jest m.in. z radiowych komentarzy do Ewangeliarza w Radiu Plus Warszawa i całkiem nieźle Mu idzie. Oto materiał z Jego pierwszej Mszy - Mszy prymicyjnej - którą odprawił na warszawskiej Pradze.

Bardzo mi odpowiada ta charyzmatyczna piosenka. To jest coś dla każdego z nas. Posłuchajcie i popatrzcie:

http://www.youtube.com/watch?v=ucA6qv6S1ks

19:49, teologia3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 października 2009

Dziś mija 25 lat od męczeńskiej śmierci Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Przed kościołem św. Stanisława Kostki wrócił duch lat osiemdziesiątych. Masowego zrywu ludzkich serc w geście solidarnej walki o lepsze jutro. Były sztandary, biało - czerwone chorągwie, recytacja patriotycznych wierszy i mnóstwo, mnóstwo ludzi. Jak za dawnych lat. Prawie. A nad tym wszystkim unosił się duch księdza Jerzego.

Z życiorysem ks. Jerzego związane są dwa fakty, które szczególnie utkwiły w mojej pamięci i zapewne nie tylko w mojej. Ks. Jerzy musiał je także bardzo dobrze pamiętać, ponieważ  mocno wpłynęły na Jego życie.

Pierwsze zdarzenie to śmierć wujka - Alfonsa Gniedziejko, porucznika AK, który oczekując na rozpoczęcie akcji polskiego podziemia, ukryty gdzieś w zaroślach, zamarzł. Rafał Wieczyński, reżyser filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas" (który przy okazji polecam), po projekcji filmu powiedział, że komuniści wyciągneli to zamarźnięte ciało, przyczepili do samochodu i jakiś czas w ten sposób wlekli. Przypomnę, że ksiądz Jerzy otrzymał na część wujka imię - Alfons. Dopiero później, w seminarium, zmienił na - Jerzy.

Drugie zdarzenie natomiast miało miejsce wtedy, gdy ksiądz Jerzy, nie był jeszcze żadnym księdzem Jerzym, tylko kilkuletnim chłopcem - Alkiem (zdrobnienie od Alfonsa) i pewngo dnia, jak wielu dzieciom w jego wieku, przyszło mu do głowy zrobić ludziki z kasztanów. Wtedy to właśnie wbił sobie niechcący gwóźdź w rękę i z największym zdziwieniem stwierdził, że ma teraz ranę jak sam Jezus Chrystus. Mało tego. Jerzy Popiełuszko opowiedział tę historię kierowcy, w swojej ostatniej już podróży, tuż przed tragicznym w skutkach uprowadzeniem przez SB! Przypadek? Czy może raczej świadomość przesłania dziecięcej zabawy, która towarzyszyła Mu przez całe życie...

POLECAM:

Milena Kindziuk - "Świadek prawdy. Życie i śmierć księdza Jerzego Popiełuszki", Edycja św. Pawła 2008

- reportersko napisana książka, z której niejednej ciekawej rzeczy możemy się dowiedzieć,

oraz

multimedialne Muzem Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki, znajdujące się w podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu na ulicy Hozjusza 2, (czynne od środy do piątku w godz. 10 -16; w soboty i niedziele od 10 do 17), zaskakujące nowoczesnością i pomysłem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Uwaga! Niektóre zdjęcia są bardzo drastyczne.

 

20:52, teologia3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2009

O czystości przedmałżeńskiej można pisać opasłe tomy, ale chcę jeszcze dodać tylko to, co dla mnie jest oczywiste i z tej oczywistości umknęło mojej uwadze. Bóg szczególnie działa i błogosławi w życiu tych, którzy Go słuchają. Czym się różni małżeństwo sakramentalne od związku niesakramentalnego. Łaską. Bożą obecnością i Bożym działaniem. Ślub zawarty w Kościele jest tak naprawdę związkiem pomiędzy trzema Osobami. Jest zaproszeniem dla Boga, aby to On wspierał i prowadził małżonków umacniając ich miłość. Czy może być coś piękniejszego?

W tym blogu muszę koniecznie napisać o trzech rzeczach:

- o zbawieniu. Kto może być zbawiony i jak to się dzieje, że "poza Kościołem nie ma zbawienia".  Co to praktycznie oznacza,

- o cierpieniu. Dlaczego go doświadczamy i dlaczego tak często nie wiemy, z jakiego powodu kogoś konkretnie dotyka,

- o pewnym nawróconym "synu marnotrawnym" (baaaardzo marnotrawnym), którego kiedyś spotkałam na ulicy i który z gorliwością największego misjonarza opowiadał o uczestnictwie we Mszy świętej i różańcu. To było dopiero spotkanie!

O tych i innych sprawach już wkrótce.

16:39, teologia3
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009

1) Bo Bóg mówi "nie cudzołóż", a On zawsze wie co mówi. Każde łoże, poza małżeńskim, w którym ktoś oprócz Ciebie się znajduje, w określonych celach seksualnych, jest dla Ciebie CUDZYM ŁOŻEM. Każdy akt seksualny, poza małżeństwem, jest cudzołóstwem czyli grzechem ciężkim, który jak każdy grzech ciężki odgradza nas od przyjaźni z Bogiem. To nie Bóg od nas ucieka. To my się od niego oddalamy. Nagle bowiem okazuje się, że wiemy od Niego lepiej?! Z miłości dał nam jak słupki przy drodze, przykazania Dekalogu, które ostrzegają wyraźnie: zjeżdżasz na moralne pobocze! I tylko Bóg jeden wie jak się to skończy. Zadrapaniem nosa? Ciężką kontuzją, z której możesz wychodzić latami czy... Nie ryzykuj. Nie musisz. Posłuchaj Mądrzejszego od siebie. NIE MA TAKIEGO ARGUMENTU, KTÓRY "ZARADZIŁBY" MĄDROŚCI BOŻEJ. I to dotyczy wszystkiego. Nie tylko cudzołóstwa. Bóg przed pierwszymi ludźmi -  Adamem i Ewą zakrył piekło, a ci swym nieposłuszeństwem po prostu go odkryli. I też sądzili, że słusznie czynią, choć niezgodnie z wolą Bożą. Czym NĘCI grzech? Przede wszystkim przyjemnością. Skoro nawet mądrego Salomona, zwiodła jego pożądliwość, to Ty tym bardziej musisz uważać. A dlaczego akt seksualny w małżeństwie jest tak uświęcony? Dlatego, że służy budowaniu miłości i rodziny. Ma być tą unikalną, błogosławioną więzią, która spaja i zgodnie z Bożym zamysłem, czyni z dwóch jedno ciało. I  o to właśnie chodzi! Tylko miłość uprawnia do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Nie ciąża, nie pieniądze, nie chęć zabezpieczenia życia na starość... - tylko miłość!  

2) Bo budujesz swoje życie na właściwych wartościach. Budujesz je na skale, a nie na ruchomych piaskach. Małżeństwo jest jak tratwa, na którą wsiada dwoje ludzi. Jeżeli nie będzie dobrze zbudowana, to prędzej czy późnej może się rozpaść. Bo napotka wodospad, wystający kamień, burzę i silny wiatr... czyli wszystkie te trudności, które niesie ze sobą życie i po prostu nie poradzi sobie. Zabraknie mocnego, stabilnego podłoża, a takim właśnie jest umocowanie w Chrystusie. Badania socjologiczne pokazują, że wśród rozwodzących się par, tylko znikoma część procenta (sic!), to małżeństwa które razem się modlą.   

3) Bo przez czystość przedmałżeńską otaczasz siebie i swojego partnera szacunkiem i godnością. To ma być dla Ciebie człowiek, a nie samochód wyjęty z autosalonu, którym fajnie się przejechać, by potem bez zobowiązań, odstawić na parking.  "Jeździe próbnej" mówimy zdecydowanie STOP! Nawet nie chce mi się opowiadać o autentycznych dramatach, które powstały pod jej szyldem. Chcesz sprawdzić tę drugą stronę? To sprawdzaj! Słusznie zrobisz! Słuchaj o czym mówi, patrz jak się zachowuje, zwracaj uwagę na reakcje, obserwuj! Pewien detektyw FBI powiedział kiedyś, że we wszystkim co robimy zostawiamy podpis swojej osobowości. Po prostu zdradzamy to kim jesteśmy. Fakt! I żadne "testy pościelowe" nie są do tego potrzebne! Albo to jest ten jeden/ jedyna, albo… nie.   

4) Bo człowiek nie zwierzę i nie musi. Tym stwierdzeniem chcę obalić popularny mit, że kontakty seksualne są niezbędnym elementem naszego zdrowia. To chyba wymyślił cierpiący na brak pacjentów seksuolog. Mówiąc jednak poważnie, jeżeli podzielasz podobny pogląd, to - jak radziła pracująca na szpitalnym oddziale chorób wenerycznych Rozalia Celakówna - sprawdź w najbliższej klinice psychiatrycznej, ilu pacjentów znalazło się tam z powodu abstynencji seksualnej, a ilu leczy się od skutków seksoholizmu. To nie brak jest szkodliwy, ale nadmiar. Człowiek nie zwierzę, chociaż czasem niestety tak się zachowuje.

5) Bo unikasz niepotrzebnych problemów i zmartwień, o czym już wcześniej wspominałam. Ponadto żaden środek antykoncepcyjny nie jest tak skuteczny jak wstrzemięźliwość seksualna.

6) Bo uczysz się panować nad swoją pożądliwością. Chemia silnej, wzajemnej fascynacji z czasem mija i zostaje po prostu drugi człowiek, ten którego sam wybrałeś, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Jesteś za niego odpowiedzialny ponieważ miłość równa się odpowiedzialność. To w małżeństwie. Jeżeli natomiast potrafisz oprzeć się sile erotycznego przyciągania w relacji przedmałżeńskiej, wobec kogoś kogo kochasz, to znacznie mniej groźne będą dla Ciebie inne, pociągające i może mniej moralne "kwiatki": jakaś koleżanka z pracy, kolega z delegacji, "stara miłość" z podstawówki i tak dalej, i tak dalej. A zatem od czystości przedmałżeńskiej może w dużym stopniu zależeć przyszłość Twoje związku. I to właśnie chciałam krótko, w punktach przekazać. TRZYMAJ SIĘ ZDROWO I CIESZ SIĘ DOBRYM ŻYCIEM!

 

00:45, teologia3
Link Komentarze (3) »